* Tomkowski napisał: Poprzez samobójstwo człowiek zdradza samego siebie, narusza jednocześnie wyłącznie Bogu przysługujący przywilej odbierania życia.. A co jeśli oddaje się życie za inną osobę? Dajmy na to, sytuacja jest następująca - oprawca ma jeden nabój i dwóch zakładników, chce zabić jednego, ale drugi proponuje siebie na jego miejsce. Zakładnicy są obcymi dla siebie ludźmi. Samobójstwo jest poproszone, tak, jakby ten, co się zgłosił do odstrzału był najzwyczajniej strasznym tchórzem, aby samemu pociągnąć za spust/wziąć tabletki/powiesić się/oddać się rzece lub rozpędzonej maszynie. Co wtedy z takim niecierpliwym? Czy liczą się intencje czy sam akt? Pewnie intencje; ale to i tak jest jeden "wybieg" - narządy do transplantacji.
* Boże, jeśli to ma się skończyć jak zawsze, to nie dawaj mi nadziei.
* Nie kuś mnie na uwodzenie, bo wiem, że zbyteczne będą moje starania. (o, mój kolego geju)
* Kiedyś leżałam w łóżku, było już po godzinie duchów i patrzyłam na księżyc. Wpatrywałam się w niego uparcie, aż w końcu skroplone światło księżycowe zsunęło się z policzka i chciałam, aby łzy wypłukały ze mnie wszystkie wady. I wasn't crazy, I was divine. I zastanawiałam się też, czy można by skroplić duszę.
* Bolą mnie oczy i myśli od tego śniegu. (któraś zima w Polsce, niekończąca się bajka zimowa, w której to dolina była szara. Biała. Czarna. We wszystkich kolorach, które nie były kolorami)
* Pachniesz jeszcze snem. Chcesz powiedzieć, że kochasz, ale dźwięki dopiero muskają słowa/dotykają słów. Tak, jak i nogi twardej ziemi. Chcesz złapać kwiaty z ceraty, ty jeszcze jesteś spoza tego świata. Oczy, z niewidocznymi rzęsami, patrzą, lecz nie widzą; może czują, może to instynkt. Powracasz do snu. Gdy deszcz i liście walczą na ulicach, Księżyc wschodzi w słowach kołysanki. Powracasz do snu. (życzenia z roku - 2007? - dla - ile ona miała miesięcy, jak miała na imię?)
* 09/04/17: W deszczu i zapachu maleńkich białych kwiatów. Jest rajska pogoda i, choć nie ma miłości, nie chcę umierać. Ciepły wiatr przepływa przeze mnie, ocean rozlał się nade mną; w uszach zamiast muzyki, która zazwyczaj ma rozwalać mózg, sprawcę i źródło życiowej klęski, szum drzew. Niech ten dzień się nie kończy.
* 09/04/17: W deszczu i zapachu maleńkich białych kwiatów. Jest rajska pogoda i, choć nie ma miłości, nie chcę umierać. Ciepły wiatr przepływa przeze mnie, ocean rozlał się nade mną; w uszach zamiast muzyki, która zazwyczaj ma rozwalać mózg, sprawcę i źródło życiowej klęski, szum drzew. Niech ten dzień się nie kończy.

