Półka z fiolkami, czyli co tu można znaleźć

Czarodzielnica - miscellanea; teksty na różne tematy.
Kooocham Kinooo - post zawiera w sobie coś filmowego.
Musica Eternal - coś muzycznego, coś co zazwyczaj płynie mi w żyłach.
Księga Cieni - cytaty, książki.
Shut up and take my (imaginary) money - ciuchy. Ładne przedmioty. To, co mogłabym mieć.
Feduaura - osobiste.

W przygotowaniu: pod Wezuwiuszem (wnętrza, w których mogłabym mieszkać. Pod wulkanem mieszkała Magika de Czar), ...and to Her we shall return (natura; chciałam, aby na tym blogu wszystko było po polsku - niestety, nasz język średnio nadaje się na tagi)

sobota, 27 września 2014

Lubię ten moment...



...gdy dzień się kończy, a noc jeszcze nie zaczyna. Magiczna godzina 18:00, właściwie 17:57. Dzień rozpuszcza się w zawiesinie, zapowiedzi wieczoru, czas natomiast w zachodzącym słońcu. Niebo ma barwę herbacianych róż; a może to raczej herbata z płatkami róż, bo u góry właśnie taki jest kolor. W takim razie powietrze to woda, a słońce to opadająca torebka z liśćmi. Wiatr jest łyżeczką, która chce maksymalnie wycisnąć esencję. Herbaciana krew osuwa się po szklance szyby, przełazi przez kwarc, napotyka lustro i w odpowiedzi daje zapach. Trójkolorowy. Przysiadł na żerdzi torebki i krzesła i za chwilę odleci w niewidoczność








                          
A tak to wygląda gdzieś na świecie, dokładnie w NY. "Pocałowane przez słońce":
 
źródło: beetsized.tumblr.com











niedziela, 21 września 2014

Złota polska jesień :)

Od razu piszę, że:
- nie mam się czym chwalić. W sensie, brakiem wiedzy
- że nie jestem i raczej nie będę jakimś fanem siatki - nie, nie, nie, nie zamierzam zgrywać Janusza-panie-ja-tego-Wlazłego-obserwowałem-już-od-małego, tj. osoby wielce obeznanej w tym sporcie.
Tak czy owak, dumy nikt nie zabierze.
Chłopaki, zaplecze i kibice - jakie to uczucie, mieć nad sobą już tylko niebo? :)







piątek, 19 września 2014

Przez most

Jak byłam mała - na tyle, że o 22:00 już spałam, a nie dopiero się budziłam - to zawsze, jak późno wracaliśmy samochodem do domu, kładłam się na siedzeniu w taki sposób, że miałam przed oczami sklepienie mostu. Odznaczało się od nocnego nieba, żebra opadały, wznosiły się i znów opadały, reflektory-kręgi zdawały się być zapętlonym w czasie ujęciem. Kręgi - bo gdy wjeżdżaliśmy na most miałam wrażenie, że połyka nas jakiś morski stwór. Lewiatan przepływał rzekę, po czym otwierał paszczę, wysuwał język i już byliśmy w Zamościu Lewobrzeżnym.

Chciałabym mieć zdjęcie mostu z tej leżącej perspektywy, tak, jak go widziałam. Szkoda, że Toruń, to "miasto, które nigdy nie śpi" ;)


niedziela, 14 września 2014

Po śmierci chcę się obudzić...

...w jednym z filmów Baz'a Luhrmann'a, oczywiście jako ta young&beautiful&rich persona :) Albo w Wenecji w czasie karnawału. Ewentualnie w jakimś Lesie.






czwartek, 11 września 2014

Lubię ten moment...

...ten pod koniec dnia, gdy ściągam z siebie cały armor. "Rozbrajam się" z biżu: ściągam kietę z palców, odwieszam kolczyki na haki, czasem bransoletki, uwalniam szyję. Zmywam barwy codzienne za pomocą których doprowadzam się do stanu oglądalności publicznej, rozczesuję raz jeszcze włosy. I to nie jest tak, że ubóstwiam tę chwilę, mając ją za jakieś uwolnienie, zrzucenie maski, zdrapanie fasady, nie ukrywam się za niczym. Nie - ponieważ nie jestem bardziej sobą niż własnie wtedy, gdy mam cały ten "ekwipunek" na sobie.


Z garderoby osobliwości: taki sobie damski"armor" (mało to praktyczne, ale za to jak cieszące oko :P). Oczywiście, chciałabym mieć coś takiego w ramach kobiecego "kupiłam, raz włożyłam, nie wyrzuciłam (i nie wyrzucę)". 


wtorek, 9 września 2014

Ukraina

Nie wierzę w ten rozejm; ale chciałabym wierzyć, że się mylę. Że będzie tam dobrze.

Cóż stąd, żeśmy byli po tej stronie Raju!
Ta wiedza pociechy zbyt wiele nie daje.

Ostatnia linijka wiersza R. Brooke'a "Tiare Tahiti". Nie wiem, czy dobrze ją interpretuję, ale myślę, że Rajem jest młodość. U nas jest pokój - zwykłe, nudne, codzienne życie; pokój - jedna z najbardziej przeoczanych i niedocenianych przez ludzi rzeczy. Nieobecność czołgów, budynki w całości, niespalone drzewa. Najchętniej wyłączyłabym telewizor, żeby nie widzieć i nie słyszeć tego, co dzieje się na Ukrainie.

- To nie jest nasza walka.
- To jest nasza walka. I nie zakończy się ona tutaj. Z każdym zwycięstwem zło staje się coraz silniejsze. Jeśli twój ojciec chce to rozegrać na swój sposób, nic nie możemy na to poradzić. Schowamy się za naszymi murami, będziemy żyli naszym życiem z dala od świata i pozwolimy by ciemność przybyła. Czy nie jesteśmy częścią tego świata? Powiedz mi, przyjacielu, kiedy pozwoliliśmy na to, aby zło stało się silniejsze od nas?

Słyszę i widzę część tego wszystkiego, a mózg bombarduje mnie mottem z "Po tej stronie raju", dialogiem z filmowego "Hobbita", strzępkami artykułów z "Polityki", dotyczącymi bierności sił międzynarodowych w konflikcie jugosłowiańskim. Wszyscy przegrali - napisał jeden z autorów w komentarzu do bilansu zakończonych działań wojennych. ONZ, NATO, mocarstwa. Z drugiej strony, tamta wojna miała inny charakter: to była rzecz nie do rozwiązania (przynajmniej znanymi Zachodowi, w miarę cywilizowanymi, metodami. Sposoby praktykowane na Bałkanach - zawarte w tytułach takich jak "Bój ostateczny" czy "Rzeźnia" - były dla międzynarodowych obserwatorów i dowódców niczym powrót do przeszłości). Dlatego może stąd ta opieszałość, ciągłe "wyrażanie ubolewania" i "potępianie" a brak jakichkolwiek realnych działań. 

My sweet summer child... Gdy nie wiadomo o co chodzi, chodzi o pieniądze. Tak było, jest i będzie, czyli jednak istnieje jakiś konstant w świecie. 

Nie, nie jestem zdziwiona. Tylko po prostu jest mi głupio. To tak, jakby na Waszym piętrze jeden sąsiad wszedł do drugiego i oświadczył, że przyłącza do swojego mieszkania jego przedpokój. A Wy byście w milczeniu obserwowali wszystko przez otwarte drzwi. Nie jestem Angelą, mogę co najwyżej wysłać sms-a jak będzie jakaś akcja (choć nie wierzę w taką pomoc), ale mimo wszystko - jest mi głupio.

I chcę też rozumieć politykę wielkich tego świata - rozmawiać tak, by nie drażnić Putina. Niechże ta Ukraina już odpuści i będzie spokój. To, niekoniecznie sprawiedliwe, ale mądre rozwiązanie. Silniejszemu należy ustąpić. W dzisiejszych czasach konflikt może rozpocząć się i zakończyć jednego dnia, od jednego kliknięcia. Naciśnięcia odpowiedniego guzika. Inną sprawą jest to, na ile miałby on być medialny. Co za pytanie - na tyle, na ile się da. Wiadomo, "Taniec z karabinami" nie mógłby trwać tylko jednej serwis informacyjny.

Swego czasu, ludzie otagowani na dolnym pasku ekranu jako "eksperci" oraz dziennikarze byli zdziwieni danymi z ankiety, z których wynikało, że Polacy niezbyt chętnie stanęliby w obronie Ukrainy w ewentualnym konflikcie zbrojnym. Ja byłam zdziwiona, że oni są zdziwieni (poza tym, przecież nie oni zostaliby posłani na front. Punkt widzenia zależy od miejsca siedzenia, prawda ludzie prasy oraz eksperci?) - urodziłam się w Polsce, co więc innego jak nie wojna może zajmować najwyższe piętro mojego strachu? Oczywiście, oprócz lęku poza wszelkimi kategoriami - obawą o tych, których kocham. 

"Za wolność Waszą i Naszą"? Wybacz, Ukraino, wybacz Tauriel. Nie dziś i nie jutro.

Sen cenię, głazem być jest lepszym losem.
Póki zło z hańbą na świecie się panoszą,
Nie widzieć, nie czuć jest dla mnie rozkoszą.
Przeto mnie nie budź. Cyt! Mów cichym głosem.

Michale Aniele, jestem po tej stronie Raju. Ale szept nie zabierze wiedzy, nie przyniesie mi pociechy. Nie ma - i to jest kara za bierną postawę.

Chleba i igrzysk, czyli rzecz o programach kulinarnych

Dziś na Interii artykuł o tym, że jakaś uczestniczka postawiła się Modestowi Amaro, w rezultacie czego, cytując jednego z komentujących "zdegradowała się do obierków". Cała tragedia rozegrała się na planie "Piekielnej Kuchni". 

Nigdy nie zrozumiem, co ludzi pcha do takich programów. Powaga. Rozumiem, że stawka jest wysoka, ale... no ja pitolę. Tak się dać poniżać. Nie wiem, może ktoś powie, że takie traktowanie ich zahartuje. Tzn., na pewno, w jakimś stopniu, lecz... mimo to. 

Ludzie chcą chleba i igrzysk, bardziej tego drugiego - proszę bardzo, producenci wychodzą naprzeciw oczekiwaniom. Nie wiem, może widzowie znajdują w tym, w tym oglądaniu jak ktoś jest poniżany, jakieś wątpliwe "katharsis"... bluzgi nie lecą na nich, ale może odczuwają przy tym jakieś ukojenie. W sensie: patrz, ktoś ma gorzej od ciebie. Uj*, jako wszystkowiedząca istota, wie.

Widziałam kiedyś "Masterchef Australia" - jak dzień do nocy w porównaniu z "Hell's Kitchen". Tam jurorzy też byli surowi, gdy coś im nie pasowało mówili o tym wprost (szczególnie ten niski, łysy nie bawił się w ceregiele), ale robili to w wyważony sposób, nikt się nie wydzierał i nie rzucał talerzami. Nie było tych wszystkich "efektów specjalnych", ale to nie znaczy, że było łatwo czy nudno. 

Co się tyczy Magdy Gessler to napiszę tylko, że jak urządziła "kuchenną rewolucję" w jednej z restauracji w moim mieście, przybytek ów padł. Jasne, nikt nie twierdził, że te "rewolucje" to będą aksamitne przewroty, ale chyba nie o odpływ klientów chodziło.