Nigdy nie zrozumiem, co ludzi pcha do takich programów. Powaga. Rozumiem, że stawka jest wysoka, ale... no ja pitolę. Tak się dać poniżać. Nie wiem, może ktoś powie, że takie traktowanie ich zahartuje. Tzn., na pewno, w jakimś stopniu, lecz... mimo to.
Ludzie chcą chleba i igrzysk, bardziej tego drugiego - proszę bardzo, producenci wychodzą naprzeciw oczekiwaniom. Nie wiem, może widzowie znajdują w tym, w tym oglądaniu jak ktoś jest poniżany, jakieś wątpliwe "katharsis"... bluzgi nie lecą na nich, ale może odczuwają przy tym jakieś ukojenie. W sensie: patrz, ktoś ma gorzej od ciebie. Uj*, jako wszystkowiedząca istota, wie.
Widziałam kiedyś "Masterchef Australia" - jak dzień do nocy w porównaniu z "Hell's Kitchen". Tam jurorzy też byli surowi, gdy coś im nie pasowało mówili o tym wprost (szczególnie ten niski, łysy nie bawił się w ceregiele), ale robili to w wyważony sposób, nikt się nie wydzierał i nie rzucał talerzami. Nie było tych wszystkich "efektów specjalnych", ale to nie znaczy, że było łatwo czy nudno.
Co się tyczy Magdy Gessler to napiszę tylko, że jak urządziła "kuchenną rewolucję" w jednej z restauracji w moim mieście, przybytek ów padł. Jasne, nikt nie twierdził, że te "rewolucje" to będą aksamitne przewroty, ale chyba nie o odpływ klientów chodziło.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz