Za oknem mam: wiatr, drzewa, lisy i nocne ptaki; czasem przejedzie samochód. Koncert unplugged. W pokoju zbożowe mleko, niedokończony post, płonący "Jaśmin o północy", w sobie gniew, strach (choć nie powinnam, bo oni tego właśnie chcą) i życzenie, aby ci, których kocham, zawsze i wszędzie byli bezpieczni. Aby zawsze byli z nimi dobrzy ludzie: z miłości, z przyjaźni, z życzliwości. Nigdy nie znienawidzeni, nie sprowadzeni do celu, niezniszczeni nienawiścią, nabojem albo głupią ciężarówką.
Chcę aby mój siostrzeniec miał nudne, zwyczajne życie; nie musiał udawać bohatera w imię wartości narodowych lub religijnych. Chcieć to sobie mogę. Bez względu na to, jak daleko uciekamy od wojny, ona zawsze nas dogania. Nie. W tej idyllicznej nocy na rogatkach Londynu chcę ukryć moich bliskich, płomieniem odgonić koszmar pędzącego czasu - Zło, nie przejdziesz - dać dzieciom mleko przed snem, a jak będą trochę starsze, opowiedzieć o mężczyznach tego kraju. Kiedyś ponownie posłuchać koncertu bez prądu. Dziś to requiem dla tych, dla których pewna lipcowa noc - noc, która miała przynieść radość - była ostatnią.
Chcę biec wystarczająco szybko.
Zło, nie przejdziesz! Ominiesz ten nudny kawałek Londynu, gdzie na przejściu dla pieszych mijam kobiety w hidżabach, hinduski w sari, czarne kobiety w kolorowych turbanach na głowie lub też i bez, białe, czarne, latte, kobiety z bandamkami lub włosami puszczonymi wolno. Azjatki z kruczoczarnymi lub kolorowymi włosami lśniącymi w słońcu.To nie jest ciekawy target, zapyziałe Wallington, jakiś Toruń z okolicami, gdzieś tam pośrodku Europy. Choć o dzień, o tydzień, miesiąc, rok, przesuniesz ten nieuchronny moment, kiedy będziemy na siebie patrzeć ze wstrętem i strachem, przechodząc na pasach. Łaskawie dasz ułudę spokoju i tego, że nic się nie zmieniło, choć świat powoli robi woltę o 360 stopni.
Pamiętam taki plakat, chyba wykonała go Galeria Rusz. Na zielonej trawie leży facet, ręce pod głową, ogólny nastrój: żyć-nie umierać. I napis obok: Kiedy wreszcie będzie wojna?
Wywiad z socjologiem Tomaszem Szlendakiem, temat - powody, dla których nacjonalizm stał się tak atrakcyjny ostatnimi czasy dla młodych ludzi. Joanna Podgórska pyta:
J.P.: Strasznie paramilitarne to pokolenie.
T. Sz.: Jeśli połączymy kilka czynników, łatwo to zrozumieć. Zmieniło się poczucie bezpieczeństwa i to nie tylko za względu na imigrantów, ale też ingerencję Rosji u naszego bezpośredniego sąsiada. Odwołam się też do Borysa Akunina, który stwierdził, że dużej części mężczyzn służba wojskowa jest do czegoś przydatna. Lepiej funkcjonują, gdy założą mundur i poprzypinają kolorowe gwiazdki. Może przechodzimy taki moment, gdy mężczyznom tego wyzwania kulturowego, jakim jest wojsko czy wojna, brakuje. Mamy pokój od bardzo wielu lat. Poczucie zagrożenia naszego konsumpcyjnego spokoju ze strony barbarzyńców, czyli imigrantów i Rosjan, narasta. I nie ma żadnego znaczenia, czy ono jest realne czy nie. Kłania się stara kategoria socjologiczna, czyli współczynnik humanistyczny. Powinniśmy patrzeć na rzeczywistość ich oczami, bo nic nie zrozumiemy.
J.P.: Chce pan powiedzieć, że zbyt długo nie było wojny?
T. Sz.: Nie chcę nikogo martwić, ale są takie nurty w socjologii i antropologii społecznej, które mówią o konieczności wojny jako katalizatora pewnych zmian społecznych, wentylu bezpieczeństwa, dla gromadzącej się wewnątrzspołecznej agresji. Ona się zaczyna ujawniać. To widać właśnie szczególnie w młodym pokoleniu. Oni są bardzo agresywni; w różnych sferach – od stylu jazdy samochodem począwszy po dyskusje na forach internetowych. A teraz nakłada się na to jeszcze poczucie zagrożenia. Trend na postawy ksenofobiczne, nacjonalistyczne pewnie będzie się wzmacniał, i to nie tylko u nas, ale w całej Europie.
Oni mają karabiny, my - szampana. Nie zastraszycie, nie złamiecie nas, ogłaszała Francja z okładki "Charlie Hebdo" po zamachu w teatrze Bataclan. Nawet, jeśli perfidnie chcecie nam zohydzić narodowe święto, Dzień Bastylii. Jakieś dziecko, tresowane na terrorystę, dostaje do zabawy karabin; dziecko, które kilka dni temu było na pierwszych stronach wszystkich gazet, które powinno być przykryte kocykiem, jeśli noc była chłodna, a nie czarną folią, dostało kiedyś do zabawy lalkę. Jest to jedno z najbardziej przerażających, straszliwych zdjęć jakie kiedykolwiek widziałam.
We wspomnianym wywiadzie poruszona została kwestia uchodźców. Socjolog powiedział (nie chcąc być oskarżana o wyrywanie słów z kontekstu, przytaczam spory fragment):
Nie docenia się wpływu mediów, zwłaszcza internetowych, na motywacje młodych. Jeśli na każdym portalu, który ktoś odwiedza, jest antyimigrancki mem albo obrazki pokazujące, że nasz kraj jest zalewany przez imigrantów, którzy za chwilę będą gwałcić kobiety, to uwierzy, że to jest problem rzeczywisty i realny. Andrzej Zybertowicz w książce „Przemoc i poznanie” napisał między innymi, że jak ktoś się zaczytuje pismem „Nie z tej ziemi” przez kilka lat, to w końcu uwierzy w UFO, a może nawet je zobaczy.
Środowisko medialne jest dziś bardzo silnie „okapsułowane”. Ludzie przebywają w swoich wirtualnych ogródkach, zaglądają tylko na te strony, które lubią. Internet nie łagodzi obyczajów. Mówi się, że w internecie jest wszystko, można tam spotkać wszelkie możliwe opcje. Nie. Ci młodzi spotykają się z jedną, bo swój internetowy świat mają poskładany z konkretnego zestawu stron, z jednej ściany fejsbukowej, która się ogranicza do ich znajomych. Wszystkie zdarzenia z codzienności dopasowywane są potem do wzorca, który się ma z tych mediów. Ile statystycznie może się miesięcznie wydarzyć imigranckich ataków na polskie kobiety? Może jeden. Ale on będzie dopasowany do tej kanonady medialnej, potęgując niechęć i poczucie zagrożenia.Jeden. Nie chcę się czepiać, ale wypowiedź zabrzmiała dla mnie jakoś tak...niesmacznie? Bezdusznie (Przecież masz jałowe słowo "statystycznie", to o co ci chodzi?, Drugi Człowiek - wszak nie nazwę go Mungo Jerry, choć onegdaj tak się zwał - oponuje mi z tyłu głowy). Tak, jakby ta jedna napadnięta, być może zgwałcona kobieta, była tylko cyfrą, tak, jakby ona, jej trauma, nieodwracalnie zmienione życie, generalnie zbytnio się nie liczyły.
Rozumiem i zgadzam się co do sposobów, w jakie machiny prasowe przedstawiają świat. Każda stacja, tytuł prasowy, portal, rozgłośnia zazwyczaj ma swój punkt przekazu, a cel i tak jest zawsze jeden - mieć ten cholerny, gorący "news", ociekające cierpieniem zdjęcia, teatralną narrację, a cały ten entourage po to, aby odbiorca został właśnie z nami! Nie przełączył kanału i nie kupił innej gazety. Cała ta otoczka, miast rzeczowego sprawozdania, z szacunkiem dla ofiar, z próbą przedstawienia wydarzenia z różnych punktów widzenia.
Powiedz o tych punktach rodzinie dziecka przykrytego folią. Wszystko wydaje się do zrobienia, bo nas
n i e d o t y c z y; nie życzę tego socjologowi, ale co by było, gdyby tą "jedynką" była jakaś kobieta z jego rodziny lub grona znajomych?
Nie stawiajcie oporu niegodziwemu; ale temu, kto cię uderzy w prawy policzek, nadstaw i drugi.
Myślisz, że ta kobieta nie mogłaby być zgwałcona przez Polaka, Polaka-katolika? - Drugi Człowiek nie śpi. Oczywiście, że mogłaby, ale gwałt dokonany przez przybysza to kolejny gwałt, o jeden za dużo; mamy wystarczająco dużo takich przypadków, które są udziałem rodaków, więc nie potrzebujemy przestępców z zewnątrz.
No to w takim razie zamknij kraj przed bogatymi ludźmi z Zachodu, którzy wykupują tu sobie hacjendy i przed tymi biedniejszymi turystami też, bo to przecież obcy. Drugi Człowiek wydaje się bardziej kumaty ode mnie.
Tyle, że akurat ci przybysze są w większości z podobnego kręgu kulturowego co my.
Co ty pieprzysz?
Oni, tak jak kiedyś my, Polacy, uciekają, ratują się, przed wojną - ciągle mam z tyłu głowy. Uciekają przed tymi szaleńcami z ISIS. Pracowałam z muzułmanami, znam dwie kobiety, które dobrowolnie, nie z powodu mężczyzn (a może po prostu o tym nie wiem) przeszły na islam - jedna Angielka, druga Polka - więc musi być coś przyciągającego, "atrakcyjnego" w tym wyznaniu. Spokój? Jakieś odkupienie wybryków przeszłości? Obydwie nie ukrywają, że kilka lat temu były 'wild ones', a dziś zasłaniają ciało i włosy.
Ale tu nie chodzi o magnetyzm pewnej religii i sposób ubierania się.
Chodzi o to, że europejska cierpliwość, co do nienakręcania spirali zemsty i nienawiści oraz tolerancja, jakiś tam humanizm (czy aby na pewno?) po prostu są już na wyczerpaniu.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz