Jedną z moich wad jest prokrastynacja, nic oryginalnego. Dla przykładu: festiwal w Reading był w dniach 26 - 28 sierpnia, notka o nim powstała z jakieś 2 tygodnie później - post opublikowany dziś. Zaszto? porque? hvorfor?
Zaszto, porque i hvorfor tak cyzeluję te posty, jakby były one co najmniej jakimś Ulissesem. Żaden perfekcjonizm, bo takiego nie posiadam, więc co tu jest na rzeczy? Raczej brak spontaniczności. Z takim tempem można spóźnić się z życiem.
Z tą sprawą - nie wypada dłubać w słowach za długo. Choć niezręcznie trochę się czuję, pisząc o tym, siedząc w sytej Anglii i obrastając w tłuszcz, doprawiony tym, z czym przyszło mi się urodzić, czyli pesymizmem, czarną żółcią, połączonymi z realizmem.
Słowa wykrzyczane, wypowiedziane na rynkach, we wywiadach, słowa zagłuszone w tzw. "dyskusjach", napisanych w nawiasie, ponieważ, tak mniemam, "dyskusja" powinna być wymianą poglądów pomiędzy rozmówcami. Nie tyradą, monologiem jednej ze stron. Rozmawiałam ostatnio z tatą, który zreferował mi jedną z "debat" w telewizji. Dziennikarka musiała przerwać program, gdyż przedstawiciel PIS-u nie dał dojść do głosu stronie przeciwnej, nawet po kilkakrotnym upomnieniu; nawet, gdy w końcu, jakimś cudem, oponent zaczął swoją wypowiedź, człowiek z partii rządzącej zagłuszył go po trzech słowach.
Nie pytam nawet, nie proszę, o szacunek dla rozmówcy - te czasy już dawno minęły. O jakąś kulturę wypowiedzi, najzwyczajniejszą umiejętność, w i e d z ę o tym, jak powinna wyglądać rozmowa z kimś, kto ma odmienne poglądy. Tak, należy dać mu szansę odpowiedzi; tak, można się z nim nie zgodzić, ale wypada (cóż za obrzydliwe słowo! "Wypada"!) uszanować jego racje. Prawo wypowiedzi.
Obawiam się, że wszyscy zwolennicy aborcji nic nie wskórają. I absolutnie nie będzie to miało związku z wielkością strajku, ze skalą wkurwienia, z niepogodzeniem na cofanie się do średniowiecza. A to dlatego, że PIS to taka partia, którą nakręcają właśnie takie przejawy wolnej woli. Sprzeciwu. Działa na zasadzie "możecie zrobić co chcecie, ale to my mamy władzę" i śmieje się sporej części narodu w twarz. Rzecz jasna, siedzenie cicho i nic nie robienie też jest złe. I, naprawdę, z całych sił chciałabym uwierzyć, że im się uda. Ale po prostu nie potrafię. Boję się, że cały ten wysiłek idzie na marne, ponieważ w sejmie jest zbyt wiele osób - teoretycznie, "głosów ludu" - które nienawidzą kobiet i dzieci płci żeńskiej. Masz waginę? Twoim celem, jedynym celem, nadrzędnym celem ponad wszystko, ponad ciebie (specjalnie z małej litery) jest urodzić to dziecko. Jesteś człowiekiem (a może tylko istotą?) z waginą? To nic, bo i tak o tobie i innych inkubatorach najwięcej będą mieli do powiedzenia niektórzy z tych, co mają penisy. Ci, co nigdy nie będą zgwałceni, a nawet jeśli, nie będą musieli nosić w sobie owocu barbarzyństwa. Ich życie i zdrowie nigdy nie będzie zagrożone w przypadku ciąży z komplikacjami, gdyż oni nie mogą być w tej cholernej ciąży.
Ale jest jeden haczyk: oni mają żony, córki, siostry, przyjaciółki.
To, co napawa mnie obrzydzeniem, co jest tak bardzo widzialną hipokryzją, to fakt, że gdyby coś takiego przydarzyło się jednej z tych kobiet - czego, rzecz jasna, nie życzę im - to wiem, że czekałby na nią pokój w klinice na Słowacji, w Czechach. Kazus tych, co uważają, że WOŚP to banda złodziei: wyobraźmy sobie, że taka osoba jedzie z rodziną na wakacje. Przydarza się wypadek, dziecko zostaje odwiezione do szpitala, a tam np. taki respirator z serduszkiem, zakupiony dzięki Owsiakowi. Już widzę, jak ta osoba krzyczy do lekarzy: "Nie, nie używajcie tego do ratowania mego dziecka, to pochodzi od tych oszustów!".
I wkurzają mnie też opinie, szczególnie słyszalne wśród kilkorga ludzi w średnim i podeszłym wieku, znudzonych facetów i kobiet po menopauzie, którym ciąża już nie grozi. "Ta sprawa z tą całą aborcją to tylko po to, by odwrócić uwagę od ważniejszych spraw, zasłona dymna". I znów nieważne jest kobiece zdrowie, życie, wybór. To "temat zastępczy" - w końcu zawsze jest COŚ ważniejszego.
Na FB ktoś przytomnie zapytał: jak to jest, że dziecko chciane, wyczekane, tyle, że z in vitro, jest dziełem Szatana, a dziecko zrodzone z gwałtu jest darem Boga.
Boga PIS również ma na wyłączność. Nie jest niczym nowym, wykorzystywanie religii do celów politycznych; nawet tragedii. Nawet ją PIS potrafił przekuć w kość niezgody, organizując miesięcznice, dając tym samym raison d'etre dla całej rzeszy starszych ludzi, odciągając ich od smutnej wegetacji przed telewizorami. Dał im Wroga, z którym należy walczyć i Prawdę, o którą należy się bić. To mogło być (obrzydliwie czuję się, pisząc to słowo) w jakiś sposób "atrakcyjne" dla starszych. Aborcja to co innego - jest w tym coś perwersyjnego, bo i seks jest w to włączony (nieważne, że przecież gwałt z prawdziwym stosunkiem nie ma nic wspólnego) i rzekome morderstwo. No i władza...oczywiście, nad kobiecym ciałem. Chciałam po tym napisać: "nad kobietą w ogóle", ale nie zrobiłam tego.
Bo dla tych, którzy nienawidzą kobiet, nie są one dla nich niczym więcej, jak tylko ciałem.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz