Schodząc na ziemię: nie, nie chciałabym żyć w Ameryce. Jakoś mnie tam nie ciągnie. Słyszałam od osoby, która spędziła niemal rok w Stanach, że oni są bardziej wyluzowani, nie przejmują się tak różnymi sprawami, no i podobno ciągle chodzą uśmiechnięci (zdecydowanie kraj nie dla mnie; nie urodziłam się z uśmiechem na twarzy). Podział rasowy jest wciąż silny (o tym wiem też z Tumblra), najbardziej niewdzięczne prace wykonują zazwyczaj czarni. Możesz wyjść na ulicę i zostać postrzelony. Mało kto gotuje, gdyż i tak nieomal każdy posiłek można kupić już przyrządzony - nic, tylko nastawić mikrofalę.
Ameryka to dla mnie też trochę kraj hipokryzji. W kraju, w którym wymyślono "Playboya", skandalem jest, gdy np. podczas koncertu zsunie się piosenkarce sukienka i publiczności ukaże się jej pierś. Nie będzie to dokładny cytat, ale w "Idach marcowych" asystent głównego bohatera (który był kandydatem na prezydenta i miał romans z pracownicą) powiedział coś takiego: "W Ameryce możesz kłamać, wypowiedzieć wojnę, doprowadzić kraj do bankructwa, ale nigdy przenigdy nie wolno ci pieprzyć się ze stażystką".
Stany to miejsce, gdzie pewne sprawy, które na Kontynencie uznawane są za w miarę normalne, tam roztrząsane są do rozmiarów tragedii - patrz larum jakie się podniosło, gdy Nicole Kidman oszpeciła się (?) do roli. Wielkie halo było nie o sam film - "Godziny" - ale o fakt, że artystka miała doczepiony nos. Niebywałe, rzeczywiście! Jest AKTORKĄ, więc to rozumie się samo przez się, że musi przechodzić fizyczne metamorfozy. C h a r a k t e r y z a c j a, tak to się nazywa. Przecież nie wymagano od niej, żeby obcięła sobie rękę -_- No ale tutaj kłania się kult piękna, który w Ameryce jest wciąż silniejszy niż u nas.
Wracając do czarnoksięstwa umysłu - przecież mam tylko wyobrażenie o niej, nie doświadczyłam jej - Ameryka, wysnuta z głośnika:
'If the sun was God, I'd be covered with faith
If the ocean was the devil, I'd covered with hate'
Jestem tym zaczarowana.
'It's so goddamn shame'... ;)
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz