Półka z fiolkami, czyli co tu można znaleźć

Czarodzielnica - miscellanea; teksty na różne tematy.
Kooocham Kinooo - post zawiera w sobie coś filmowego.
Musica Eternal - coś muzycznego, coś co zazwyczaj płynie mi w żyłach.
Księga Cieni - cytaty, książki.
Shut up and take my (imaginary) money - ciuchy. Ładne przedmioty. To, co mogłabym mieć.
Feduaura - osobiste.

W przygotowaniu: pod Wezuwiuszem (wnętrza, w których mogłabym mieszkać. Pod wulkanem mieszkała Magika de Czar), ...and to Her we shall return (natura; chciałam, aby na tym blogu wszystko było po polsku - niestety, nasz język średnio nadaje się na tagi)

wtorek, 8 marca 2016

Wicher wieje, wicher silne drzewa głaszcze, hej

Kończy się pewna epoka: Leo dostał Oscara, należy się jakoś ustosunkować do tego faktu.
W sumie nie napiszę nic, czego świat nie wie – na pierwszym miejscu z tym, że statuetkę powinien dostać już za rolę Andy’ego w „Co gryzie Gilberta Grape’a?”. Tak twierdziłam, twierdzę i będę twierdzić do usranej śmierci.

Tumblr szaleje z radości, jednocześnie opłakując dzień, w którym umarły memy z Leo. Coś mi się jednak zdaje, że w ich miejsce pojawią się te, na których Leo rzekomo pokazuje za pomocą środkowego palca gdzie ma Akademię i jej werdykt/opieszałość/whatever.

Właściwie, rzecz miała być o samym filmie. Od razu uprzedzam, że tekst niniejszy w żadnym stopniu nie jest rzetelną recenzją, gdyż 1) filmoznawcą (niestety) nie jestem, 2) nie chce mi się streszczać fabuły.
Tak zatem… tylko dla tych, co film widzieli – oto, co mi się w nim podobało:
- po każdej próbie „uśmiercenia” Glassa, kamera pokazywała konary kołyszące się na wietrze lub też samego bohatera spoglądającego na drzewa – jak np. w scenie, gdy Glass, po upadku w wąwóz i spędzeniu nocy w ciele martwego zwierzęcia, wyrusza w dalszą wędrówkę. Drzewo jest złamane, lecz gałęzie pozostały nienaruszone. Wicher wieje, wicher silne drzewa głaszcze hej. Innymi słowy – ładna ilustracja słów ukochanej Glassa, stanowiących oś filmu (według mnie, na pierwszym miejscu to jest rdzeniem obrazu – walka z samym sobą, wola życia – nie zemsta. Owszem, ona jest motorem działań bohatera, lecz… jak rzekła indiańska starszyzna, Zemsta jest w rękach Pana).  
- podczas snu, gdy Leo wkracza do ruin kościoła, spotyka tam swojego zamordowanego syna. Glass i Hawk żegnają się po raz ostatni w uścisku; gdy Leo otwiera oczy, widzimy, ze zamiast syna, przytula drzewo. Może był to efekt niezamierzony, ale dla mnie było to nawiązanie do dwóch światów, w których żył Glass – świat Zachodu, z którego się wywodził (chrześcijańska budowla) oraz pogański świat Indian (drzewo symbolizujące bóstwa przyrody).
- landscape porn. Nie trzeba nic dodawać.
- aktorstwo – jak wyżej.
- A może jednak coś o zdjęciach: jedna z pierwszych scen, napad Indian na obóz handlarzy futer. Nawet jeśli filmu nie ogląda się w 3D… to czuje się te śmigające strzały na policzku.
- scena z wilkami polującymi na stado bizonów i Glassem przyglądającym się temu z boku – niesamowite wrażenie. Tak, jakby dane mu było widzieć jakieś misterium, coś już niespotykanego, coś sprzed czasów człowieka.

Co mi się nie podobało?
- Jako realista, nie mogłam znieść „nieśmiertelności” Glassa (choć podobno książkowy pierwowzór właśnie taki był: nie do zdarcia). Leo, choć to Leo ;), to wiadomo, że w real life nie wygrałby z niedźwiedziem. A nawet jeśli jakimś cudem, to zamarzłby w tamtych warunkach. Gangrena zżarłaby go od środka. Umarłby z głodu. Skręciłby sobie kark spadając w przepaść. Tak zatem w głowie nieustannie przeplatało mi się „Luzuj poślady, film to film” wraz z „Och Leo, dobra, umrzyj już”.

Końcówka będzie typowo babska – wiadomo, człowiek to nie tylko górne, białe partie ciała, ale i dolne, różowe – Tom Hardy. Rzecz dziwna, ponieważ on naprawdę nie wywołuje u mnie jakiś dreszczy niespokojnych, mogę z czystym sumieniem powiedzieć, że (moim zdaniem)ma raptem dwa dobre zdjęcia, na których T.H. to 50% a drugie 50% Photoshop. A mimo to… gdy tylko pojawił się na ekranie, od razu aktywował się we mnie ten kocur Heavy Breathing. I choć realizatorzy naprawdę dołożyli wszelkich starań by go fizycznie zohydzić – jest w połowie wylniały! – to…mimo to… Wracając z kina, zaspokojona, kulturowo, duchowo i estetycznie, wiedziałam: oczy. U niego cały magnetyzm, jak dla mnie, skupia się w oczach.




Brak komentarzy:

Prześlij komentarz