My, zwierzęta, nie jesteśmy rzeczami
Chciałabym aby ten napis nigdy nie wyblakł, nie został zamalowany. Aby trwał - i boję się, że wkrótce - przestanie być przypomnieniem a będzie tylko oskarżeniem. Gdy zostaną tylko wróble i szczury, a możliwość zobaczenia wiewiórki uzyska się tylko po kliknięciu w hasło w Wikipedii lub podczas wizyty w ZOO. Albo ogłupione, wystraszone, po niewidocznych dla publiczności torturach, w cyrku.
Jesteś, człowieku, tylko częścią przyrody
Pamiętaj o prawach braterstwa i miłości
Oglądam gif z wydrą czy inną nutrią tulącą swoje małe i ryczę, bo wiem, że i mama i maleństwo mogą zginąć tylko po to, by ktoś ponosił ich futro przez jeden sezon. Nie, nie rozumiem, wciąż nie przechodzi mi to przez głowę, jak można zadawać ból i śmierć po to, aby zrobić z żywej istoty ciuch. Albo "do zdjęcia", co już w ogóle jest dla mnie okrucieństwem największym, najstraszniejszym.
Mam wrażenie, że ludzie, którzy promują zabijanie zwierząt, mam wrażenie, że oni nie są do końca... jak by to ująć? "Normalni" to niewłaściwe słowo. Szczerze, to obawiałbym się tych ludzi, więcej! Wydaje mi się, że we wojennych realiach ci właśnie ludzie wręcz by się odnajdywali. Ze swoim bestialstwem, upodobaniem do zadawania bólu, potrzebą zadawania tego bólu. A świadkom i ofiarom pozostałaby tylko wściekłość i bezsilność totalna.
Nie jestem wzorem cnót: nie jestem wege (chciałabym, no ale... uznaję to za jedną z moich największych porażek życiowych), nie wiem, czy moje buty są ze skaju (chcę wierzyć, że tak) czy z prawdziwej skóry (patrząc na cenę, raczej te pierwsze). Jedna z autorek "Polityki" z marszu została wegetarianką po tym, jak zobaczyła drogę konia - łzy w jego oczach - od targu do rzeźni. Nie wytrzymałabym tego.
Ktoś może powiedzieć: człowiek to gatunek od początku mięsożerny, musi zabijać dla pożywienia. Niby tak. Ale idąc tym tokiem myślenia, to człowiek to taki twór, który - jako że sam pozbawiony futra - musiał komuś to futro zabrać. Dziś już nie musi robić ani pierwszego ani drugiego. Musi za to gdzieś mieszkać: tu po ulicach wraz z kotami przemykają lisy. Czuję się winna i źle mi, jak widzę czmychającego rudzielca - ja, jedna z tych, którzy wydzierają im przestrzeń do życia.
Nie wolno męczyć zwierząt, one są słabsze.
Nie mają jak się obronić.
Tak, Mamuś. Nie mają szans z człowiekiem, jego techniką, głupotą i sadyzmem. Miłością do pieniędzy. Też: z ludzkimi chorobami. Gdzieś tam, chyba na Ukrainie, jest pomnik postawiony myszy laboratoryjnej. Nikła to pociecha, wiedząc, przez co one przechodzą. Żadna.
Nikt nie czytał "Dzikich Serc" Tadeusza Kijańskiego, nikt nie pamięta.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz