Gdybym powiedziała, że każdy islamista to terrorysta byłabym straszną hipokrytką - nie mogę, nie wolno mi tak powiedzieć, ponieważ pracowałam z tymi ludźmi i oni mają takie same problemy jak zwyczajna reszta globu. Jeden facet w swoim kraju był inżynierem; przyszła wojna, wyemigrował do UK, marząc o własnym coffee shopie, w międzyczasie raczył mnie opowieściami o swojej fuck friend i o tym, że jest w głębokim anusie jeśli chodzi o długi. Drugi, o ciągotach artystycznych, próbował być aktorem w swoim kraju; przyszła wojna, wyemigrował do UK, nie znając języka i tutejszego kodu kulturowego - stąd też na początku pobytu tutaj, gdy angielskie nastolatki pokazywały mu środkowy palec, uśmiechał się do nich i machał przyjaźnie. Dziewczyna, urodzona tutaj z mamy Egipcjanki i taty Irańczyka, paliła zioło, twerkowała za ladą, nie nosiła hidżabu (choć mama nalegała) i używała słowa "fuck" jako przecinka.
W przedszkolu mojej siostrzenicy jest Ali, którego rodzice zgodzili się, aby wcielał się w jednego z królów ze Wschodu w jasełkach.
Ciężko uwierzyć, by którekolwiek z nich miało w planach zamach lub inną obrzydliwą rzecz. Rzecz jasna, ktoś powie, że "oni wszyscy udają", że "Koran tak im każe, zmylić czujność innowierców". Że te dokumenty wyłowione z morza, to były wyrzucone specjalnie. Bitch, please.
Pamiętam jeden post z Tumblra, w którym były przytoczone słowa muzułmanki: "ISIS dla islamu to tak jak Klu-Klux-Klan dla chrześcijaństwa". Bardzo chciałabym w to wierzyć, choć czasem naprawdę ciężko. "Chcesz zabić i zniszczyć, zniewolić nienawiść", ty też?
Pisząc o Klu-Klux-Klanie. Te zdjęcie zawsze i wszędzie będzie na mnie wywierało najmocniejsze emocje, z których najsilniejsza jest bezsilność. W rzeczywistości ta sytuacja nie miała miejsca - fotografia była pozowana, to część kampanii w magazynie "Large" - a może jednak, tylko nie została uchwycona przez aparat.
Sytuacja z uchodźcami jest patowa. Znów, tak jak w przypadku Ukrainy, nie wiem, czy powiedzieć "tak" czy "nie". Z jednej strony: oni spieprzają przed wojną. Urodziłam się w kraju, gdzie jeden naród spalił inne narody i zrównał z ziemią kulturę, dobytek, przeszłość i w jakimś tam stopniu przyszłość. Pierwotny strach przed wojną, czymś najbardziej ohydnym na Ziemi, odziedziczyłam po przodkach, mam to w żyłach i w duszy: jak zatem mogę mówić, że nie chcę ich tutaj, w Europie? Że zamykam drzwi przed tymi, którzy stawiają wszystko na jedną kartę, bo chcą po prostu żyć?
Z drugiej strony, wiem, że - w większości - ci ludzie się nie zasymilują. To nie chodzi o taki banał jak chusty, ktoś równie dobrze mógłby mi zakazać noszenia kapeluszy (tak, wiem, muzułmanki mają powody ideologiczne, ja bardziej prozaiczne. Po prostu lubię, Bóg nie ma nic do tego). Tu chodzi np. o gwałty. Mam wrażenie, że ci, co popierają przyjmowanie uchodźców, mówią tak, bo nikt z ich bliskich nie został skrzywdzony; nie wiedzą, co to znaczy. Najgorzej jest, jak ktoś powie, że, dajmy na to, "tylko" 10 kobiet zostało zgwałconych. Człowiek zredukowany do liczby, cyfry, proszę bardzo, dla pani koszmaru i życia z traumą numer 2, a dla pani numerek 9.
Ta parszywa licytacja "kto, ile" przypomina mi kłótnie w necie na temat tego, kto w jakim stopniu był winny podczas różnych wojen. Kto ile kogo wytrzebił, kto ma więcej drzewek w Vad Vashem, gdzie była większa masakra. Gdzie lepiej pojechać w ramach tanatoturystyki.
Z trzeciej strony, chciałabym, aby np. człowiek, który znajdzie lekarstwo na raka był najlepiej:
a) uratowanym z morza uchodźcą
b) gejem, lesbijką, transem lub wywodził się z innej mniejszości seksualnej
Ale chciałabym też, aby:
c) nie był religijnym ultrasem.
Nie ma wyjścia, Europa przyjmie uchodźców, najpewniej kręcąc na siebie bicz. Niektóre rzeczy są nieuchronne, wojna i tak wisi w powietrzu, napięcie już ledwo wytrzymuje ciśnienie. A gdy skończy się nasz czas, kto wie - być może będzie tak, jak powiedział jeden z mieszkańców Bałkanów po upadku Jugosławii: "Jutro znów się spotkamy. Tyle, że każdy przejdzie przez swoje drzwi".
Ten utwór kojarzy mi się też z cytatem z "Extensy" Dukaja: To zaczyna się niepostrzeżenie, przeważnie od porażenia banałem. Któregoś dnia - ile wtedy masz lat? nie więcej niż kilkanaście - zdajesz sobie sprawę, że nigdy już nie będziesz dzieckiem. Nie przeżyjesz po raz drugi ani godziny, ani minuty tego czasu. Już zatrzasnęły się zwrotnice, wszystko zaprzepaszczone, szanse wszystkie. (...) Takie i tylko takie dzieciństwo poniesiesz w sobie aż do śmierci. Przegrywasz z każdym dniem. (...) Wstaniesz, w końcu wstaniesz, wszyscy wstajemy. Za tobą, na ziemi, cień-pokurcz: zwłoki dziecka. W końcu dorastasz, i świat, rzeczywistość uderzają cię prosto w twarz, duszę i serce.
Brak komentarzy:
Prześlij komentarz